Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wełna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wełna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lutego 2016

Byle do przodu...

By stale się rozwijać, nie porównywać się z innymi, wyznaczać sobie realne cele i uczyć się czegoś z każdą porażką.
O tym jest ta skarpeta...
Serio ;)




cdn.


poniedziałek, 28 września 2015

Dinozaur. I mój pierwszy sweter.


Dinozaur -  to o sobie pomyślałm tydzień temu, kiedy usilnie chiałam dostać się w moje stare kąty (blogowe) i wylewałam z siebie siódme poty myśląc jakie to było hasło, i dlaczego loguję się z gmaila i takie tam. Serio. Zapomniałam już jak to się robi.
Ten blog też już niczym dinozaur kroczy w jakąś ciemność - nicość... ale ciągle czas ucieka mi przez palce. Na kosmetykę przyjdzie jeszcze czas ;)
Ostatni rok dał mi nieźle w kość. Schemat praca-dom-szkoła-praca-dom and so on... Początkowo myślałam, że dam radę, że będę się tu pojawiać, ale życie napisało inny scenariusz. Dlatego w sumie sama nie wierzę, że znowu piszę. Ale widzę u siebie zrywy żołędziowe co roku, i obym w tym roku płynęła na tej fali jak najdlużej ;) 

Mam Wam do pokazania kilka zaledwie rzeczy, ale pierwszy niech będzie sweter, z którego jestem dumna jak paw ;)

Mój pierwszy w życiu! 





Co do włóczki, jest miękka, sunie po drutach i naprawdę przyjemnie się z niej robi, natomiast nie wiem co mnie podkusiło, żeby wybrać włóczkę z takim włosiem (?!?). Po praniu jest o niebo lepiej, włoski się jakby "uleżały" :P, a sweter jest nadal bardzo miękki i przyjemny. Polecam i nie polecam. Zależy co kto lubi ;)













Sweter dokładnie sprawdzony przez moją Babcię ;) Mówi, że będą ze mnie ludzie ;)




Uściski jesienne!

A.


czwartek, 16 stycznia 2014

bits & pieces


Nie podejrzewałam, że moje ukochane szydełko pójdzie w odstawkę na tak długi czas ;) Cały czas mierzę się z drutami. I szczerze mówiąc cieszę się jak dziecko, że mi wychodzi! 
Mam takie postanowienie na ten rok, że będę tu częściej... oby mi wyszło!

Moje ulubione kolory na dziś... na duplikat zagubionej czapki...


Włóczek polecać nie lubię, bo każdy lubi co innego, natomiast uważam, że te druty są  r e w e l a c y j n e!
To mój drugi egzemplarz, bo pierwsze, które dostałam w prezencie, zostały złamane przez przypadek (chlip chlip).



i czapka mojej A., której właścicielka nie chce nosić...


sobota, 23 listopada 2013






I moje najpiękniejsze na świecie szydełka od Męża :)))


LOVE IT! 

środa, 20 listopada 2013

Czapka dla Niego czy czapka dla Niej.


Coraz częściej muszę, bo się uduszę... 

Moje ostatnie wieczory kończą się nad ranem, choć ciężko to zauważyć, gdy za oknem od popołudnia panuje nieprzenikniona ciemność. 
Lubię kolory, które coraz częściej przełamują monotonię w mojej szafie. Szczególnie w listopadzie.
Uwielbiam szary, bo pasuje właściwie do wszystkiego...
I lubię miodowy, bo pasuje do szarego...

I szalenie lubię TEN blog, bo znalazłam tam mnóstwo kolorowych inspiracji :) TIINA tworzy takie rzeczy, o których ja śnię po nocach, które absolutnie trafiają w mój gust, i które zaspokajają moje potrzeby kolorystyczne... Choć google translator kiepsko radzi sobie z tłumaczeniem z fińskiego na polski, to i tak chłonę całość i uczę się wielu nowości.

Bo rozpędziłam się z drutami i ani myślę się zatrzymać ;)


Zanim powstała ta czapka były cztery, które już sprułam (w rozmaitych kolorach) i jest jeszcze jedna, która pojechała "do wglądu" do mojej babci... niestety też jest do sprucia... A trzeba Wam wiedzieć, że prułam bez żalu. Czapka musiała być idealna. Bo to czapka dla Niego. 
Takie przynajmniej było założenie...

Bo teraz już sama nie wiem czyja to czapka. Wszystkim się podoba, a najbardziej chyba mnie ;)

Pasuje do mojej szarej kurtki, żółtych kaloszy i idealnie zgra się z beżowym kominem, który właśnie zaczęłam...



Wzór na czapkę wraz z całą galerią kolorowych dzieł znajdziecie TU :)



A tu jeszcze zrobiony już jakiś czas temu komin dla Niego...


I moje Dziewczyny, które załapały się na sesję przy karmieniu ptaków ;)


Alka w cudnej, skręconej czapie zrobionej w ubiegłym roku przez a-polonię :) Wzór TU :)))


Dziś dla odmiany spałam jedeneście godzin! Sama nie wiem jak tego dokonałam ;) Ale wiem jedno - mam teraz jeszcze więcej energii, żeby przerobić moje zapasy ;)

Owocnego dnia!

czwartek, 14 listopada 2013

Drobna zmiana


Ostatnio coraz częściej można mnie zobaczyć z grubymi włóczkami splatanymi przez druty niż z ukochanym szydełkiem i motkiem bawełny. Co nie oznacza, że szydełko poszło w odstawkę. O nie! To chyba jednak   znak, że zima już naprawdę za pasem...
Ćwiczę namiętnie czapki, które już chciałabym Wam pokazać, ale niestety pierwszą z nich prułam już cztery razy i póki co nie mam nic. Nic co zobrazowałoby moje ostatnie wieczory, które przeciągają się do nocy... Natomiast oczka lewe i prawe nie są już takie straszne ;) Mam niestety taką przypadłość, że jak się uprę to choćby nie wiem co, muszę zrobić to, co sobie wymyśliłam...

Tym razem już się uda... trzymajcie kciuki ;)

Moje ostatnie skarby... kolejne w drodze...




Postanowiłam także, że spróbuję być też TU ;) 
Przyłączycie się? Zapraszam :)

poniedziałek, 21 października 2013

Moje pierwsze...


Sprawa wygląda tak, że miały być skarpetki, a są rękawiczki. 
I nieskromnie mówiąc - jestem z nich szalenie dumna! Mimo, że to zwykłe, szare rękawiczki z jednym palcem...
Znalazłam sobie WZÓR idealny, który nawet ja pojęłam... 
Dołączyłam do tego wytyczne od a-polonii i proszę bardzo - są! Moje pierwsze! :)))

Lewą robiłam przez trzy wieczory i sobotnie przedpołudnie... prawa poszła mi znacznie szybciej... 
Nabieram rozpędu ;)


Jedyną moją improwizacją było serduszko, które prawie wyszło idealnie ;) To już jest dla mnie wyższa szkoła jazdy... 







I teraz marzę już tylko o tym, żeby Święty Mikołaj naprawdę przejął się faktem, że nie mam dobrych drutów i że kończą mi się zapasy fajnej włóczki... ;)

niedziela, 20 października 2013

Jesienią dzieją się cuda :)



No bo jak to inaczej nazwać... 

Dokładnie rok temu napisałam, że mam pewne marzenie. 
I musiał upłynąć kolejny, żeby to marzenie zacząć realizować...

Ale chyba nadal nie zrobiłabym nic w tym kierunku, gdyby nie pomocna dłoń, którą wyciągnęła do mnie bezinteresownie a-polonia :))) Bo ja, oprócz kilku wskazówek, najbardziej potrzebowałam motywacji, i mocnego kopniaka... i  wszystko to ostatnio dostałam od Kobiety, która twierdzi, że niewiele umie... a popatrzcie choćby na to cudo! Mam ochotę uściskać Ją i ozłocić zarazem, bo podejść do drutów miałam już kilkanaście w swoim życiu. Mniej i bardziej udanych, ale zwykle kończyło się na prostym szaliku, smętnych marzeniach o kolorowych skarpetkach... i rzucaniu drutów w kąt...
I gdyby nie kopniak w postaci wzoru na czapkę, który trafił prosto do mojej skrzynki... pewnie i nadchodząca zima nie zmusiłaby mnie do przejrzenia po raz kolejny wszystkich drutowych książek jakie posiadam... i przypomnienia sobie choćby podstaw...

Tak więc zaczęłam od czapki, a wraz z nią przyszła ogromna frajda, sto milionów pomysłów i poczucie, że teraz musi się udać!

Ale po kolei...

Najpierw była czapka :) Na wspomnienie mojej wczesnej młodości, bo kiedyś nosiłam podobną ;) Czapka jest co prawda do sprucia, bo jest niemiłosiernie nierówno robiona, i muszę nabyć odpowiednie druty... ale tak ku pamięci... bo poziom hormonu szczęścia po zrobieniu śmigiełka na górze wzrósł u mnie co najmniej trzykrotnie ;)






Potem błyskawicznie powstał komin dla Starszej Córki...


który nosi się rewelacyjnie :)



i  kolejny, tym razem dla Taty, już się robi się ;)

A później dostałam od a-polonii najcenniejsze wskazówki. I zaczęłam... 


Skarpetki co prawda nadal w planach, ale już tych całkiem bliskich...
Cdn.

wtorek, 15 października 2013

piątek, 5 kwietnia 2013

Trochę koloru. DIY :)



Jeśli chodzi o to czego w domu mam najwięcej, to będą to bez wątpienia kolorowe kulki. Różne. Stare, nowe, ładne i brzydkie. Już nawet nie zastanawiam się, czy kiedykolwiek wykorzytsam te najgorsze, bo od kiedy ze znienawidzonej przeze mnie włóczki (której mam jeszcze sporo) powstał renifer, wiem, że wszystko się przyda.
Kiedy już prawie doszłam do momentu, w którym pomieściłam wszystkie w jednym ogromnym kartonie, dostałam kolejny wór. Nie worek, WÓR :) Co ciekawe, w workach od trzech różnych osób znajduję identyczne włóczki :)

Większość mam zamiar przerobić na pledy, ale część staramy się wykorzystać w naszych zabawach. A że wiosna chwilowo się obraziła, a my nadal chorujemy to dla zabicia czasu działamy i kolorujemy...







i słowo powitalne do przedpokoju dla rzeczonego renifera... chwilowo na półce czeka na montera ;)



Udanego weekendu!